Kupione, ale nie do końca własne. Ile kontroli zostaje nad cyfrowym produktem?
Przycisk mówi „Kup”, regulamin mówi „licencja”. Analiza rozdziela trzy warstwy jednej transakcji - sprzęt, licencję i usługę - na przykładach gier, oprogramowania i płatnych funkcji odblokowywanych po zakupie. Punkty odniesienia: umowa abonencka Steam, polska ustawa o prawach konsumenta wraz z przepisami o treściach cyfrowych, dyrektywa 2019/770, wyroki TSUE UsedSoft i Tom Kabinet oraz odpowiedź Komisji Europejskiej na inicjatywę obywatelską w sprawie wyłączanych gier.
Przycisk w sklepie mówi „Kup”. Historia transakcji mówi „zakup”. Faktura mówi „sprzedaż”. A regulamin, do którego prowadzi mały odnośnik pod przyciskiem, mówi coś zupełnie innego. Umowa abonencka Steam formułuje to bez ogródek: treści i usługi są licencjonowane, a nie sprzedawane, licencja nie przenosi tytułu ani własności, a do korzystania z nich potrzebne jest konto Steam i - w zależności od przypadku - działający klient oraz połączenie z internetem (Steam Subscriber Agreement, Valve). To samo miejsce zawiera drugie zdanie, które warto przeczytać uważnie: umowa nie uprawnia do przyszłych aktualizacji, nowych wersji ani innych ulepszeń - z zastrzeżeniem tego, czego wymaga prawo właściwe - choć dostawca może je udostępnić według własnego uznania (Steam Subscriber Agreement, Valve).
Rozdźwięk między słownictwem sklepu a słownictwem umowy nie jest przypadkowy i nie da się go sprowadzić do jednej diagnozy w rodzaju „nic nie jest nasze”. Rzeczywistość jest bardziej podzielona: część rzeczy kupujemy naprawdę, część licencjonujemy bezterminowo, część dzierżawimy na czas trwania usługi - i te trzy sytuacje bywają połączone w jednym produkcie, kupione jedną transakcją.
Ten tekst porządkuje ten podział, patrzy na trzy typowe przypadki (gry, oprogramowanie, płatne funkcje) i pokazuje, jakie punkty zaczepienia daje prawo polskie i unijne. Nie jest to porada prawna - to opis stanu prawnego z odesłaniem do źródeł. Ocena konkretnej umowy zależy od jej treści i okoliczności.
Trzy warstwy jednej transakcji
Najprostszy sposób na uporządkowanie tematu to rozdzielenie tego, co kupujący faktycznie nabywa.
Sprzęt to rzecz. Kupujemy własność, możemy odsprzedać, oddać, rozebrać. Ta warstwa jest najmniej sporna, ale nie jest niezależna od pozostałych - dokładnie dlatego, że coraz częściej działa dopiero razem z oprogramowaniem.
Licencja to zgoda na korzystanie z utworu. Nie jest własnością pliku, tylko zestawem uprawnień określonych umową. Zakres tego, co wolno, wynika z licencji i z przepisów, a nie z intuicji „skoro zapłaciłem, to jest moje”.
Usługa to świadczenie ciągłe: serwery, konta, synchronizacja, aktualizacje, dostęp do katalogu. Trwa tak długo, jak długo ktoś ją utrzymuje.
Kłopot bierze się stąd, że jeden zakup potrafi zawierać wszystkie trzy warstwy naraz, a użytkownik widzi je jako jedną rzecz. Prawo unijne nazywa ten przypadek dość precyzyjnie. Polska ustawa o prawach konsumenta definiuje „towar z elementami cyfrowymi” jako towar zawierający treść cyfrową lub usługę cyfrową albo z nimi połączony w taki sposób, że brak tej treści lub usługi uniemożliwiłby jego prawidłowe funkcjonowanie (Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta, art. 2 pkt 5b, ELI Sejmu RP). Dyrektywa 2019/770 ilustruje to zwykłym przykładem: inteligentny zegarek pełni swoje funkcje wyłącznie z aplikacją udostępnianą na podstawie tej samej umowy sprzedaży, którą trzeba pobrać na telefon - i wtedy aplikacja jest wzajemnie połączonym elementem cyfrowym (Dyrektywa (UE) 2019/770, motyw 21, EUR-Lex).
To rozróżnienie ma konsekwencje praktyczne. Ta sama dyrektywa wskazuje, że jeśli aplikację gry pobiera się ze sklepu na telefon, umowa o jej dostarczenie jest odrębna od umowy sprzedaży samego telefonu (Dyrektywa (UE) 2019/770, motyw 22, EUR-Lex). Sprzęt i treść mogą więc mieć różne reżimy, różne terminy i różnych odpowiedzialnych, mimo że dla kupującego są jednym doświadczeniem.
Dlaczego „kupione” i „licencjonowane” to nie tylko spór o słowa
Można machnąć ręką: skoro plik jest na dysku i działa, to szczegóły nazewnictwa są nieistotne. Otóż nie do końca, bo od kwalifikacji zależy jedna konkretna rzecz - czy egzemplarz da się odsprzedać.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął to dla programów komputerowych w wyroku UsedSoft. Zgodnie z komunikatem prasowym Trybunału, zasada wyczerpania prawa do rozpowszechniania stosuje się nie tylko wtedy, gdy uprawniony wprowadza kopie na nośniku materialnym, ale też wtedy, gdy rozprowadza je przez pobranie ze swojej strony; jeśli udostępnia kopię i jednocześnie zawiera za wynagrodzeniem umowę licencyjną na czas nieograniczony, dokonuje sprzedaży tej kopii i wyczerpuje swoje wyłączne prawo do jej rozpowszechniania, a nawet umowny zakaz dalszego przeniesienia nie pozwala mu sprzeciwić się odsprzedaży (Judgment in Case C-128/11 UsedSoft v Oracle, komunikat prasowy nr 94/12, CJEU). Trybunał dodał przy tym ograniczenie: nabywca licencji obejmującej więcej użytkowników niż potrzebuje nie może jej dzielić i odsprzedawać w części (tamże). Drugie ograniczenie jest w praktyce jeszcze ważniejsze: pierwszy nabywca musi w chwili odsprzedaży uczynić kopię pobraną na własny komputer niezdatną do użytku, bo dalsze jej używanie naruszałoby wyłączne prawo do zwielokrotniania, które - inaczej niż prawo do rozpowszechniania - nie wyczerpuje się z pierwszą sprzedażą (tamże).
Byłoby jednak błędem rozciągnąć ten wniosek na wszystko, co cyfrowe. Siedem lat później, w sprawie Tom Kabinet, Trybunał orzekł, że dostarczanie e-booka przez pobranie do trwałego użytku jest objęte prawem publicznego udostępniania, a nie prawem rozpowszechniania - co wyklucza wyczerpanie; Trybunał wskazał między innymi, że prawodawca unijny zarezerwował zasadę wyczerpania dla rozpowszechniania przedmiotów materialnych, takich jak książki na nośniku, a zdematerializowane kopie e-booków nie zużywają się i są doskonałymi substytutami nowych egzemplarzy (Judgment in Case C-263/18 NUV and GAU v Tom Kabinet, komunikat prasowy nr 159/19, CJEU).
Rezultat jest niesymetryczny i to jest chyba najbardziej niewygodna rzecz w całym temacie: rynek wtórny wygląda inaczej dla programów komputerowych niż dla e-booków, choć z perspektywy kupującego oba to „pliki kupione w sklepie”. Warto przy tym pamiętać, że oba orzeczenia dotyczyły konkretnych stanów faktycznych, a ocena innych układów - w szczególności takich, w których dostęp jest ściśle powiązany z kontem i usługą - należy do sądów krajowych rozstrzygających konkretne sprawy.
Gry: konto, serwer i data, po której nic nie działa
Gry są kategorią, w której trzy warstwy splatają się najmocniej, a jednocześnie tą, w której najłatwiej pomylić „mam plik” z „mam dostęp”.
Umowa Steam wiąże korzystanie z treści z posiadaniem konta i wskazuje, że może być wymagane działanie klienta oraz połączenie z internetem (Steam Subscriber Agreement, Valve). Zapisuje też zgodę na automatyczne aktualizacje i wprost zastrzega, że wymagania systemowe mogą się z czasem zmieniać (tamże). To istotne, bo pokazuje, że nawet gra „kupiona raz” nie jest zamrożona w wersji z dnia zakupu, chyba że umowa mówi inaczej.
Osobna warstwa to zwroty. Valve deklaruje, że zwróci pieniądze z dowolnego powodu, jeśli wniosek złożono w wymaganym terminie, a w przypadku gier - jeśli tytuł był ogrywany krócej niż dwie godziny, przy czym standardowo mowa o dwóch tygodniach od zakupu (Steam Refunds, Valve). Ten sam dokument zawiera zdanie, które w kontekście tego tekstu jest najważniejsze: konsumenci w niektórych jurysdykcjach mogą mieć dodatkowe prawa do zwrotu w sytuacji, gdy gra jest wadliwa (tamże). Polityka sklepu jest więc nadbudową nad prawem, a nie jego zamiennikiem - i tak trzeba ją czytać.
Prawo polskie dorzuca tu dwie rzeczy, które warto znać przed kliknięciem. Po pierwsze, prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość nie przysługuje przy dostarczaniu treści cyfrowych niedostarczanych na nośniku materialnym, za które konsument płaci cenę, jeżeli przedsiębiorca rozpoczął świadczenie za wyraźną i uprzednią zgodą konsumenta, który został poinformowany, że utraci to prawo, przyjął to do wiadomości, a przedsiębiorca przekazał mu odpowiednie potwierdzenie (Ustawa o prawach konsumenta, art. 38 ust. 1 pkt 13, ELI Sejmu RP). To ta rubryka, którą zaznacza się odruchowo przy pobieraniu. Po drugie, ustawa formułuje ten wyjątek warunkowo: brak spełnienia któregokolwiek z wymienionych warunków oznacza, że wyjątek nie zadziała.
Jest też kwestia zamknięcia usługi. Gdy gra wymaga serwerów, jej dostępność jest funkcją cudzej decyzji biznesowej - i to niezależnie od tego, czy plik leży na dysku. Ten problem przeszedł już pełną drogę instytucjonalną w Unii. Europejska inicjatywa obywatelska „Stop Destroying Videogames”, po polsku „Stop niszczeniu gier wideo”, została zarejestrowana pod numerem ECI(2024)000007 19 czerwca 2024 roku i wzywała do tego, by wydawcy pozostawiali sprzedawane lub licencjonowane w UE gry w stanie umożliwiającym grę, w szczególności by nie blokowali ich zdalnie przed zapewnieniem środków dalszego funkcjonowania niezależnie od wydawcy (Rejestr europejskich inicjatyw obywatelskich, Komisja Europejska). Inicjatywę złożono 26 stycznia 2026 roku po zebraniu 1 294 188 zweryfikowanych deklaracji poparcia (Stop Destroying Videogames - Commission's reply, Komisja Europejska).
Odpowiedź Komisji z 16 czerwca 2026 roku jest dla tematu tego tekstu bardziej pouczająca niż sam postulat. Komisja uznała, że na tym etapie nie może zaproponować prawnego obowiązku utrzymywania grywalności gier po zakończeniu ich komercyjnego udostępniania, powołując się między innymi na istniejące prawa własności intelektualnej i wyłączne prawa uprawnionych (Commission will engage with industry following European Citizens' Initiative on the disabling of videogames by publishers, komunikat prasowy IP/26/1369). Jednocześnie wskazała na już obowiązujące zabezpieczenia konsumenckie: dostawcy gier muszą przed zawarciem umowy informować o czasie jej trwania i warunkach rozwiązania, a dyrektywa o treściach i usługach cyfrowych daje środki ochrony prawnej, gdy świadczenie nie odpowiada umowie i temu, czego konsument mógł rozsądnie oczekiwać, przy czym konsumentom może przysługiwać proporcjonalny zwrot (tamże). Komisja zapowiedziała dwie rzeczy: rozpoczęcie do końca 2026 roku rozmów z branżą i przedstawicielami konsumentów w sprawie branżowego kodeksu postępowania dotyczącego „końca życia” gier oraz sprawozdanie ze stosowania dyrektywy o treściach i usługach cyfrowych przed końcem 2026 roku (Stop Destroying Videogames - Commission's reply, Komisja Europejska).
Trudno o czystszą ilustrację tezy tego tekstu. Odpowiedź brzmi: nie ma osobnego prawa do wiecznej grywalności, ale są ogólne prawa konsumenckie - i to od ich egzekwowania zależy, ile z „kupionego” zostaje.
Oprogramowanie: bezterminowa licencja, terminowa rzeczywistość
Przy programach spór o własność jest starszy i lepiej opisany, ale ma nowy wymiar: uzależnienie od aktywacji, kont i aktualizacji.
Polska ustawa o prawie autorskim daje uprawnionemu z licencji kilka uprawnień, których nie da się umownie wyłączyć. Nie wymaga zezwolenia uprawnionego sporządzenie kopii zapasowej, jeżeli jest to niezbędne do korzystania z programu komputerowego, a jeśli umowa nie stanowi inaczej, kopia ta nie może być używana równocześnie z programem (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 75 ust. 2 pkt 1, tekst jednolity Dz. U. z 2025 r. poz. 24, ELI Sejmu RP); postanowienia umów sprzeczne z art. 75 ust. 2 i 3 są nieważne (tamże, art. 76). Analogicznie, dyrektywa unijna - jak przypomina Trybunał w komunikacie do wyroku UsedSoft - zezwala na zwielokrotnianie niezbędne do korzystania z programu zgodnie z jego przeznaczeniem przez uprawnionego nabywcę, i takie zwielokrotnianie nie może być zakazane umownie (komunikat prasowy nr 94/12, CJEU).
To ważny punkt odniesienia, ale też pokazuje granicę: prawo do kopii zapasowej nie jest prawem do obejścia aktywacji. Jeśli program wymaga kontaktu z serwerem licencyjnym, kopia pliku instalacyjnego nie wystarczy do uruchomienia. Formalna trwałość licencji i praktyczna możliwość używania to dwie różne rzeczy.
Prawo konsumenckie odpowiada na to od innej strony - przez pojęcie zgodności z umową. Ustawa o prawach konsumenta wymienia wśród kryteriów zgodności treści cyfrowej lub usługi cyfrowej z umową między innymi funkcjonalność, kompatybilność, interoperacyjność oraz dostępność wsparcia technicznego i aktualizacji (Ustawa o prawach konsumenta, art. 43k ust. 1, tekst jednolity Dz. U. z 2024 r. poz. 1796, ELI Sejmu RP). Idzie dalej: przedsiębiorca informuje konsumenta o aktualizacjach niezbędnych do zachowania zgodności z umową, w tym dotyczących zabezpieczeń, i dostarcza je przez czas określony w umowie przy dostarczaniu ciągłym albo przez czas zasadnie oczekiwany przez konsumenta, gdy dostarczanie następuje jednorazowo lub częściami (tamże, art. 43k ust. 3). To jeden z niewielu punktów, w których prawo wprost dotyka pytania „jak długo to ma działać”, choć odpowiada na nie standardem elastycznym, a nie liczbą lat.
Symetrycznie ustawa przewiduje, że jeśli konsument nie zainstaluje w rozsądnym czasie dostarczonych aktualizacji, przedsiębiorca nie odpowiada za brak zgodności wynikający wyłącznie z ich braku - ale tylko przy spełnieniu dwóch warunków łącznie: gdy poinformował o aktualizacji i konsekwencjach jej niezainstalowania oraz gdy niezainstalowanie lub niewłaściwa instalacja nie wynikały z błędów w dostarczonej przez niego instrukcji instalacji (tamże, art. 43k ust. 4). Odpowiedzialność jest więc dwustronna.
Płatne funkcje: gdy zapłata odblokowuje coś, co już jest w środku
Najbardziej sporna kategoria to funkcje, za które płaci się osobno, choć fizycznie są już obecne w urządzeniu albo w programie. Z perspektywy kupującego wygląda to na opłatę za odblokowanie czegoś, co i tak się posiada. Z perspektywy sprzedawcy to osobne świadczenie o osobnej cenie.
Prawo nie rozstrzyga tego sporu w kategoriach moralnych, ale wprowadza kilka konkretnych obowiązków. Przedsiębiorca ma obowiązek poinformować konsumenta jasno i zrozumiale o funkcjonalności towarów z elementami cyfrowymi, treści cyfrowych lub usług cyfrowych oraz o mających zastosowanie technicznych środkach ich ochrony, a także o mających znaczenie kompatybilności i interoperacyjności (Ustawa o prawach konsumenta, art. 12 ust. 1 pkt 19-20, ELI Sejmu RP). Dyrektywa 2019/770 doprecyzowuje, co należy przez funkcjonalność rozumieć: odnosi się ona do możliwych sposobów wykorzystania, a brak ograniczeń technicznych albo ich występowanie - jak ochrona przez zarządzanie prawami cyfrowymi lub kodowanie regionalne - może wpływać na zdolność treści do pełnienia funkcji zgodnych z przeznaczeniem (Dyrektywa (UE) 2019/770, motyw 43, EUR-Lex). Blokada nie jest więc prawnie niewidzialna: jest cechą produktu, o której trzeba poinformować przed zawarciem umowy.
Drugi obowiązek dotyczy dopłat. Najpóźniej w chwili wyrażenia woli związania się umową przedsiębiorca musi uzyskać wyraźną zgodę konsumenta na każdą dodatkową płatność wykraczającą poza uzgodnione wynagrodzenie za główne obowiązki umowne, a jeśli zamiast zgody zastosowano opcje domyślne, które konsument musi odrzucić, przysługuje mu zwrot tej dopłaty (Ustawa o prawach konsumenta, art. 10, ELI Sejmu RP).
Trzeci mechanizm jest chyba najciekawszy dla tematu kontroli, bo dotyczy zmian po zakupie - trzeba go jednak czytać w całości, bo ustawa buduje go z dwóch przepisów. Najpierw zakres: przedsiębiorca może zmienić treść cyfrową lub usługę cyfrową ponad to, co niezbędne do zachowania zgodności z umową, tylko jeżeli umowa tak stanowi i jedynie z uzasadnionych przyczyn w tej umowie wskazanych, a przy dostarczaniu jednorazowym nie może dokonać takiej zmiany w ogóle; zmiana nie może też wiązać się z jakimikolwiek kosztami po stronie konsumenta (Ustawa o prawach konsumenta, art. 43p ust. 1-2, tekst jednolity Dz. U. z 2024 r. poz. 1796, ELI Sejmu RP). Dopiero na tym gruncie działa dalsza ścieżka: jeżeli taka zmiana istotnie i negatywnie wpływa na dostęp konsumenta do treści lub usługi albo na korzystanie z nich, przedsiębiorca musi poinformować go z odpowiednim wyprzedzeniem na trwałym nośniku o właściwościach i terminie zmiany oraz o przysługującym prawie; konsument może wtedy wypowiedzieć umowę bez zachowania terminu wypowiedzenia w ciągu 30 dni od dokonania zmiany lub od poinformowania o niej, jeżeli nastąpiło ono później (tamże, art. 43q ust. 1-2). Prawo to nie przysługuje, jeśli przedsiębiorca zapewnił możliwość zachowania, bez dodatkowych kosztów, treści lub usługi zgodnych z umową w stanie niezmienionym (tamże, art. 43q ust. 3).
Praktyczny skutek tego powiązania bywa odwrotny od intuicji. Przy produkcie dostarczanym jednorazowo - czyli w modelowym przypadku „kupionej raz” gry - ustawa nie tyle otwiera ścieżkę wypowiedzenia, ile w ogóle zakazuje jednostronnej zmiany wykraczającej poza utrzymanie zgodności z umową. Ścieżka „informacja plus wypowiedzenie w 30 dni” dotyczy z definicji dostarczania ciągłego, opartego na umowie, która taką zmianę przewiduje i wskazuje jej uzasadnione przyczyny.
To jest odpowiedź prawa na sytuację, w której produkt „kupiony” po jakimś czasie robi mniej niż wtedy, gdy za niego płacono. Nie jest to gwarancja niezmienności, bo prawo tego nie obiecuje. Jest to natomiast konkretny układ: ograniczenie samej dopuszczalności zmiany, a przy zmianach dopuszczalnych - informacja z wyprzedzeniem i wybór między zaakceptowaniem zmiany a wyjściem z umowy.
Co jeszcze zostaje po stronie kupującego
Kilka uprawnień, o których warto wiedzieć, bo bywają pomijane.
Odzyskanie własnych treści. Po odstąpieniu od umowy o dostarczanie treści cyfrowej lub usługi cyfrowej przedsiębiorca na żądanie konsumenta udostępnia mu treści inne niż dane osobowe, które konsument dostarczył lub wytworzył w trakcie korzystania, z wyjątkami wskazanymi w ustawie; konsument ma prawo odzyskać je nieodpłatnie, bez przeszkód, w rozsądnym terminie i w powszechnie używanym formacie przeznaczonym do odczytu maszynowego (Ustawa o prawach konsumenta, art. 32a, ELI Sejmu RP). Jednocześnie ta sama regulacja pozwala przedsiębiorcy po odstąpieniu uniemożliwić dalsze korzystanie, w tym zablokować konto (tamże, art. 32a ust. 4). Dane wytworzone przez użytkownika mają więc inny status niż dostęp do samej usługi.
Zakaz zrzeczenia się praw. Konsument nie może zrzec się praw przyznanych mu w ustawie, a postanowienia umów mniej korzystne niż przepisy ustawy są nieważne i w ich miejsce stosuje się przepisy ustawy (Ustawa o prawach konsumenta, art. 7, ELI Sejmu RP). To najprostsza odpowiedź na argument „przecież zaakceptowałeś regulamin”: akceptacja nie usuwa uprawnień ustawowych, choć nie znaczy też, że każde postanowienie umowne jest bezskuteczne.
Ciężar dowodu po stronie sprzedawcy. Ciężar dowodu spełnienia obowiązków informacyjnych określonych w art. 12 ustawy, czyli tych przy umowach zawieranych na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa, spoczywa na przedsiębiorcy (Ustawa o prawach konsumenta, art. 24, ELI Sejmu RP).
Odpowiedź na reklamację. Jeżeli przepisy odrębne nie stanowią inaczej, przedsiębiorca ma obowiązek odpowiedzieć na reklamację konsumenta w terminie 14 dni od jej otrzymania, a brak odpowiedzi w tym terminie oznacza uznanie reklamacji (Ustawa o prawach konsumenta, art. 7a, ELI Sejmu RP).
Granica zakresu. Warto pamiętać, że nie każda sytuacja mieści się w tych przepisach. Ustawy nie stosuje się między innymi do umów o dostarczanie treści cyfrowej lub usługi cyfrowej, jeżeli konsument nie jest zobowiązany do świadczeń innych niż dostarczanie danych osobowych, a dane te są przetwarzane wyłącznie w celu wykonania umowy lub obowiązku ustawowego (Ustawa o prawach konsumenta, art. 3 ust. 1 pkt 11, ELI Sejmu RP). Osobno dyrektywa 2019/770 wyłącza ze swojego zakresu wolne i otwarte oprogramowanie, o ile nie jest dostarczane za cenę, a dane osobowe użytkownika wykorzystuje się wyłącznie do poprawy bezpieczeństwa, kompatybilności lub interoperacyjności (Dyrektywa (UE) 2019/770, motyw 32, EUR-Lex).
Wniosek
Zdanie „kupione, ale nie do końca własne” jest trafne jako opis wrażenia i nieprecyzyjne jako opis stanu prawnego. Bliżej rzeczywistości jest podział: własność sprzętu bywa pełna, licencja bywa bezterminowa, ale niezbywalna albo zbywalna zależnie od rodzaju treści, a usługa jest z natury czasowa i zależy od cudzej decyzji.
Z tego układu wynika kilka wniosków warunkowych. Jeśli produkt do działania potrzebuje serwera lub konta, to horyzont jego użyteczności wyznacza żywotność usługi, niezależnie od tego, jak brzmiał przycisk zakupu - a jak pokazuje odpowiedź Komisji Europejskiej na inicjatywę w sprawie gier, na osobne prawo do wiecznej dostępności na razie nie ma co liczyć (IP/26/1369). Jeśli zmiana po zakupie istotnie i negatywnie wpływa na korzystanie, prawo daje ścieżkę, ale warunkową: jednostronna zmiana wykraczająca poza utrzymanie zgodności z umową jest w ogóle dopuszczalna tylko wtedy, gdy umowa tak stanowi i wskazuje uzasadnione przyczyny, a przy dostarczaniu jednorazowym jest wyłączona; przy zmianach dopuszczalnych pozostaje informacja z wyprzedzeniem i możliwość wypowiedzenia w 30 dni, chyba że zapewniono zachowanie wersji niezmienionej (art. 43p i 43q ustawy o prawach konsumenta, ELI Sejmu RP). Jeśli chodzi o odsprzedaż, odpowiedź zależy od kategorii treści, a orzecznictwo unijne wyraźnie rozdziela programy komputerowe (UsedSoft) od e-booków (Tom Kabinet).
Najbardziej użyteczny nawyk jest przy tym prozaiczny: przed zakupem sprawdzić, która z trzech warstw jest w danym produkcie nośnikiem wartości. Jeśli wartość leży w pliku, ryzyko jest umiarkowane. Jeśli leży w usłudze, kupujemy dostęp na czas nieokreślony przez sprzedawcę, a nie rzecz. To rozróżnienie kosztuje pięć minut przed transakcją i oszczędza rozczarowania później.
Źródła
- Steam Subscriber Agreement, Valve
- Steam Refunds, Valve
- Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (tekst jednolity Dz. U. z 2024 r. poz. 1796), ELI Sejmu RP
- Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity Dz. U. z 2025 r. poz. 24), ELI Sejmu RP
- Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/770, EUR-Lex
- Judgment in Case C-128/11 UsedSoft GmbH v Oracle International Corp., komunikat prasowy nr 94/12, Trybunał Sprawiedliwości UE
- Judgment in Case C-263/18 NUV and GAU v Tom Kabinet, komunikat prasowy nr 159/19, Trybunał Sprawiedliwości UE
- Rejestr europejskich inicjatyw obywatelskich: Stop niszczeniu gier wideo, ECI(2024)000007, Komisja Europejska
- Stop Destroying Videogames - Commission's reply to the European citizens' initiative, Komisja Europejska
- Commission will engage with industry following European Citizens' Initiative on the disabling of videogames by publishers, komunikat prasowy IP/26/1369, Komisja Europejska